Ariolandi.forumpolish.com
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Karczma    Czw Lis 14, 2013 3:30 pm


Karczma w centrum miasta, w tym miejscu przestaje mieć znaczenie z jakiego jesteś zakonu albo jaką masz pozycję społeczną. Masz ochotę kulturalnie wypić piwo? A może uchlać się jak świnia? Niezależnie od tego w jakim celu, to miejsce jest dla ciebie. A i jakieś kurtyzany też się znajdą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 7:50 pm

- … wyrwał ostrze z gardła, rozszarpując sobie rękę o ostre niczym sztylety łuski! – zakończyła, uderzając trzymanym w dłoni kuflem o stół, przy którym siedziała razem z niewielką grupką słuchaczy. Jeden z gapiów mruknął do siebie raczej z niedowierzaniem.
- I gdzie on niby jest? Ten "pogromca smoków"? – zapytał grzmiący głosem, a Luka rozłożyła bezradnie ręce, puszczając na chwilę naczynie. Pokręciła z ubolewaniem głową, jakby sama myśl o tym, co miała właśnie powiedzieć, przyprawiała ją o jakiś fizyczny ból.
- Nie żyje. Zmarł kilka miesięcy temu, ledwo udało mu się dostać do miasta, bo łuski tego gada były trujące i nawet magowie nie byli w stanie mu pomóc. Na całe szczęście udało mi się go spotkać i usłyszeć tę historię, żeby nieść opowieści o jego bohaterskim czynie dalej! – oznajmiła i sięgnęła po swój kufel i napiła się, łypiąc z lekką irytacją na tego kretyna, który to ośmielił się jej przerwać i zadał pytanie. Wszyscy dobrze wiedzieli, że przecież smoki nie istnieją, co jednak nie przeszkadzało Luce w rozpowiadaniu takich historii na lewo i prawo. W końcu była bardem, dzięki takim niestworzonym historiom zarabiała na życie. Poprawiła czerwony płaszcz, który miała na ramionach i pociągnęła kolejny, zdrowy łyk. Piwo było gorzkie, ale cudowanie zwilżało gardło.
- Smoki nie istnieją i każdy to wie – burknął dokładnie ten sam mężczyzna, najwyraźniej niczego sobie nie robiąc z piorunujących spojrzeń dziewczyny. Ta odchrząknęła tylko, przygotowując się do kolejnej historii i założyła za ucho kosmyk ciemnych włosów, który wymknął się z niedbałego koka upstrzonego piórami w barwach tęczy.
- Oczywiście, że istnieją – odpowiedziała z lekka przemądrzałym głosem, jakby wiedziała znacznie więcej niż oni wszyscy razem wzięci. Musiała przecież brzmieć przekonująco! – Ale od niedawna. Smoki tak naprawdę nie są bezrozumnymi zwierzętami, jak wszyscy sądzą. Zieją ogniem, prawda? – zapytała, a kilka osób kiwnęło powoli i dość niechętnie głowami. – Sami widzicie. To są magowie ognia! Udało im się odnaleźć tajne manuskrypty, które opisywały krwawy i potworny rytuał, który pozwala zmienić maga w bestię! Jest to proces nieodwracalny i niszczący, potworny i bolesny, ale, jestem pewna, że to nie stoi na przeszkodzi, bo przecież zyskują wtedy niewyobrażalną potęgę. Mogą nałożyć iluzję na ludzkie oczy, by widzieli ich jak ludzi… kto wie, może większość z nich już się przemieniła i to co widzimy, jest tylko iluzją?  - zakończyła, zniżając swój głos niemalże do szeptu, przez co część słuchaczy pochyliła się nieznacznie do przodu, wytrzeszczając na nią oczy. Uwierzyli? Pewnie tak. Zresztą, co ją to obchodzi?
Luka wyprostowała się z lekkim uśmiechem na wargach i podniosła swój kufel do ust, by ukryć ten uśmieszek. Napiła się znowu gorzkiego piwa, z satysfakcją obserwując reakcję bywalców karczmy na taką opowieść.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 8:17 pm

Dragon postanowił udać się dziś do karczmy w centrum, był wieczór, a więc sprawy w wieży miał już pozałatwiane. Młodsi magowie zajęli się swoimi sprawami, a ci wyżsi rangą... ich cholera wie, nie będzie ich przecież kontrolował, byleby tylko wykonywali jego polecenia. Nie krył się z tym kim jest, i tak prawie wszyscy w centrum wiedzieli, więc nie było sensu się przebierać w szaty wyjściowe, miał swoją standardową, czerwoną szatę bojową. Usiadł przy pustym stoliku i słuchał jak jakaś kobieta opowiada historie niestworzone, nie przeszkadzało mu to wcale, może sobie gadać nawet i o bazyliszkach, kuroliszkach, czy innym chujstwie zawartym w różnorakich książkach. Jednak kiedy zaczęła gadać kłamstwa na temat magów ognia, to aż go podniosło. Nikt nie będzie bluźnił na temat jego zakonu, a już na pewno, nie w jego obecności. Podniósł się ze stolika, wziął swój kufel z piwem, podszedł do kobiety i kuflem uderzył o stół, aż dziw że się nic nie roztrzaskało.
- Właśnie popełniłaś największy w swoim życiu błąd i jeżeli tego nie odszczekasz to twoje spopielone szczątki zostaną rozsypane po całej Ariolandii.
Nie wiedział jak kobieta się zachowa w tej okoliczności, ani czy go zna. Jednak zgromadzeni wokół jej stolika najwyraźniej wiedzieli kim jest, bo spuścili głowy mając nadzieję, że Mistrz Ignis nie zacznie miotać zaklęciami na prawo i lewo.
- A więc słucham. Co masz jeszcze do powiedzenia na temat zakonu ognia? Chętnie, kurwa, posłucham.
Miał ochotę zetrzeć ją w pył, albo dać jej kości psom na pożarcie. Jednak był cierpliwy, czekał co też ma jeszcze ciekawego do powiedzenia i dalszy los jej osoby zależy tylko i wyłącznie od niej, no i może trochę od zakresu cierpliwości Dragona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 8:39 pm

Ha, ludziom nie udało się na dobrze przyswoić tych wszystkich głupstw, które im naopowiadała, kiedy do tego zacnego kółka podszedł… ktoś. Ktoś, kogo Luka od razu poznała – w końcu w mieście nie była od dziś. Bo kogoż to zobaczyły jej biedne oczy? Mardona Arctusa! No pięknie. Jej z lekka zaróżowione policzki zbladły delikatnie, ale ani myślała dać się zastraszyć czy zbić z tropu. Zacisnęła dłoń na swoim kuflu, aż pobielały jej knykcie, po czym delikatnie drżącą dłonią odstawiła naczynie na stół. Odchrząknęła jak zawsze, kiedy zaczynała opowiadać i uniosła wzrok znad stołu na twarz Mistrza Ignis. Słowo się rzekło. Zaczęła opowiadać, to i powinna skończyć.
- Wedle życzenia – odpowiedziała, choć głoś drgnął jej lekko. Nie była głupia i dobrze wiedziała, że właśnie wpakowała się w niezły burdel. – Żył dawniej pewien mag, który był bardzo pragnął, by Zakon Ignis wzbił się ponad wszystkie inne i im przewodził – zaczęła powoli, układając w głowie historię. – Jego imię zostało wytarte z powodu okropnych czynów, których się dopuszczał. Był okrutny i przeprowadzał bolesne rytuały na porwanych dzieciach, by zmusić ich ciała do pochłonięcia jak największej ilości mocy, by były silniejsze niż wszystko to, co chodziło kiedykolwiek po ziemi. Wszystkim wmawiał, że robi to dla zakonu i dla jego potęgi, że wszystkie te cierpienia są czymś ważnym, że przysłużą się dla większego dobra! – kiedy mówiła, oczy jej błysnęły. Wszystko, rzecz jasna, było kłamstwem, bzdurną opowieścią, którą wymyślała na poczekaniu, improwizując. – Ale to nie było prawdą. Kiedy tylko udało mu się dojść do swego, kiedy stworzył pierwsze na świecie dziecko, które było w stanie władać nad wszystkimi pozostałymi żywiołami, zabił je i pochłonął jego moc. Stał się najpotężniejszym magiem, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi, nie miał sobie równych i nawet stu magów nie potrafiłoby go powstrzymać! Zakon Ignis naprawdę został pierwszym, ale za jaką cenę? Lecz ów zbrodniarz miał jedną słabość, której nie potrafił się wyrzec. Kochał jedną kobietę i trzymał ją w uwięzi, by nikt nie mógł jej skrzywdzić i tylko czasami wypuszczał na zewnątrz. Podczas jednej takiej wycieczki udało jej się porozumieć z magami rebeliantami. I wróciła. Oni dali jej truciznę, by powstrzymała go, bo nikt inny nie byłby w stanie tego zrobić. I otruła go, płacząc nad jego martwym ciałem. Pozbawiła się życia, a Zakon Ignis powrócił na swoje miejsce wśród innych zakonów. Na zawsze wytarto z kart historii wzmianki o tym, by żaden inny mag nie wpadł na ich trop. Wszystkie zapiski o tym rytuale zostały zniszczone, żeby nikt więcej nie popełnił tego błędu i by świat znów nie pogrążył się w chaosie. Mówi się też, że właśnie dlatego magowie ognia są w stanie zmieniać się w smoki, bo posiedli w cząstce magię swojego przodka, który władał wszystkimi – zakończyła i szybko spuściła wzrok, znowu chwytając swój kufel. Schowała za nim swoją twarz, udając, że pije swoje piwo. Cholera, była pewna, że teraz po prostu przesadziła i będzie musiała za to zapłacić. No cóż. Może jej nie zabija. Prawda? Mimowolnie jej wzrok zaczął uciekać na boki w poszukiwaniu ewentualnych dróg ucieczki, gdyby jednak... no. Postanowił ukrócić te wszystkie brednie.
No ale ona tylko była bardem! Żyła z tego! No i że też musiał się napatoczyć właśnie dzisiaj...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 9:03 pm

A więc postanowiła dokończyć swoją historię, była odważna, trzeba było przyznać... no albo po prostu głupia, a może nie wiedziała kim jest? To już nie było ważne. Kiedy zaczęła swoją opowieść, słuchał ją z uwagą i nawet dał jej dokończyć te swoje brednie, popijając w między czasie piwo. Nie mogło się przecież zmarnować, a wiedział już że może się to zakończyć rozróbą. Kiedy wypowiedziała ostatnie słowo, Dragon zrobił się czerwony na twarzy, odłożył kufel i złapał kobietę za ubranie. Podniósł ją do góry jakby była piórkiem i tak ją trzymając powiedział:
- I co powiesz teraz? Dalej będziesz taka cwana? Ale że mam dzisiaj dzień wyrozumiałości, pozwolę ci wybrać sobie rodzaj śmierci.
Zawsze mógł ją po prostu spopielić i mieć problem z głowy, no ale zawsze można się trochę pobawić ofiarą. Tyle że była kobietą, w dodatku całkiem ładną, nie potrafi jej tak po prostu zabić, nawet za te brednie które rozpowiada. Jednak nie może pokazać jej tej słabości, trzeba ją trochę postraszyć, czyż nie?
- Dobrze ci radzę, jeśli chcesz żyć to starannie dobieraj słowa, w przeciwnym razie zginiesz i nie gwarantuję że będzie to szybka śmierć.
Ciekawe co teraz powie, nadal będzie podskakiwać? Czy może jednak zmięknie? Ręce zaczęły go powoli boleć więc żeby się aż tak nie męczyć, podszedł do najbliższej ściany i przycisnął ją do niej, trzymając kobietę cały czas w górze. Niech wie kto tu rządzi, a w tej chwili była na przegranej pozycji, bo nikt nie odważy się wychylić.
- Teraz jesteś moja, mogę zrobić w tym momencie z tobą, co tylko zechcę. Więc nawet nie próbuj uciekać.
Zastanawiał się co z nią zrobić. Zabić jej, nie zabije. Nie potrafiłby przez swoją cholerną słabość, lecz z drugiej strony... zawsze mógł na nią napuścić jakiegoś zabójcę, nie byłoby to większym problemem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 9:30 pm

Durna, durna, durna! Czemu się nie mogła zamknąć i zwiać, kiedy tylko zrozumiała, co się święci? Ależ nie, oczywiście, duma nagle się jej ze snu obudziła i nie ma zmiłuj, będzie szła w zaparte, choćby diabli wiedzą, co miało się stać. Ostatecznie wpakowywanie się w tarapaty to była jej specjalność, nawet wymyślane przez nią opowieści nie mogły się równać z tym talentem ładowania się w przysłowiowe gówno po uszy.
Pisnęła ze strachem, kiedy podniósł ją do góry i zamachała dziko nogami, wytrzeszczając na maga oczy. Nigdy by nie pomyślała, że przyjdzie jej zginąć od tych swoich bajek. A mówili, że to taka łatwa i bezkonfliktowa praca!
- Chciałeś opowieści o magach, to masz, do kurwy nędzy! – wrzasnęła, a głos jej podskoczył o oktawę. Złapała rozpaczliwie za nadgarstki i wbiła w nie paznokcie, jakby to miało w ogóle pomóc. No cóż, skoro już miała zapłacić swoją skórą, to niech chociaż to będzie odrobinę spektakularne. Może i o niej kiedyś będą opowiadać? Cudna historia. O niewydarzonym bardzie, który został zabity przez Mistrza Ignis i w ramach obrony podrapał go pazurami. Ale skoro i tak była na przegranej pozycji… to co jej szkodzi? I tak nikt nie ośmieli się jej pomóc, czy chociażby wtrącić. Będą się tylko gapić, jak gdyby nigdy i nic.
- Dobieram, za to mi płacą – odpowiedziała łamiącym się głosem. Bała się. Naprawdę się bała, a kolory ani myślały wrócić na jej twarz. Wciąż była koszmarnie blada i wpatrywała się w maga po prostu ze łzami w oczach. Jeśli uda jej się to przeżyć, to przestanie opowiadać historie o magach, była o tym niemal pewna. Albo i będzie, tylko teraz trzy razy rozejrzy się dookoła, zanim zacznie i będzie się modliła, by Siły Wyższe zrzuciły gdzieś w pobliże maga o poczuciu humoru, który nie przejmie się bajaniem jakiegoś tam marnego barda.
Wrzasnęła jeszcze raz, kiedy została przyciśnięta do ściany. I w głowie jej się nie chciało mieścić to, co właśnie powiedział. Jak to jego? Co to miało w ogóle znaczyć? Wierzgnęła nogami, próbując go kopnąć, ale nie miała siły. Ot, szturchnęła ledwie. I zaczęła płakać.
- Zostaw mnie, ty cholerny czaromiocie! Sprzedaję te bujdy, żeby moje własne dzieci nakarmić! – ryknęła, płacąc rzewnymi łzami i łżąc jak najęta. – Mam kraść?! Być dziwką?! Wtedy będziesz zadowolony?! – ryknęła jeszcze i puściła nadgarstek maga, w który do tej pory wbijała paznokcie i przycisnęła obie dłonie do twarzy. Cały ten wybuch był poniekąd… sztuczny. Ale tylko w części. Płakać chciało jej się naprawdę i ze złości i tak ogólnie, na pewno nie z powodu jakichś tam wymyślonych dzieci. Ale przecież musiała… no musiała coś wymyślić. Chyba.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 10:19 pm

Chciał opowieści o magach? Fakt, faktem że sam powiedział iż chętnie posłucha, tyle że jemu chodziło raczej o to, aby zmiękła, osiągnął niestety odwrotny skutek. Czas nieco zmienić strategie, bo jak widać groźby nie robią na niej najmniejszego wrażenia. Spojrzał na swoje nadgarstki w które kobieta zaczęła wbijać paznokcie, nie sprawiało to jakiegoś wielkiego bólu, jednak mimo wszystko czuł jej uścisk i do najprzyjemniejszych on nie należał.
- Ależ się panienka brzydko wyraża. Damie tak nie przystoi. A w dodatku jeszcze krzyczy w karczmie, też nieładnie.
Postanowił spróbować wyprowadzić ją trochę z równowagi, jeśli się uda to powinno pójść z nią o wiele łatwiej. Choć może się przeliczył? Kto wie, trzeba się tego dowiedzieć, a na to jest tylko jeden sposób. Kiedy wspomniała o tym, że płacą jej za dobieranie słów, Dragon uśmiechnął się wręcz szyderczo.
- Płacą ci za dobieranie słów? A wiesz kim ja jestem? Bo jeżeli tak, to powinnaś nieco inne słowa wobec mnie wypowiedzieć. No chyba że twoim celem było wkurwienie mojej osoby.
Kiedy skończył mówić, od razu zmienił minę na poważną. Wbrew pozorom nie był już taki zły, zeszło z niego, tyle że zależało mu na tym aby na jego twarzy nadal malowało się zdenerwowanie. Mógłby ją teraz pozbawić przytomności, zabrać do jakiejś ciemnej jaskini, lub lochów wieży i dalej przesłuchiwać. Jednak nie chciał tego jeszcze robić. Ale kto wie jak to się ostatecznie skończy. Jej płacz na nic jej się nie zda.
- Czaromiocie? A to dobre... mam w nosie twoje dzieci, sprzedawaj sobie bujdy ale nie obrażaj w nich mojego zakonu, a tym bardziej mojego dziadka, bo pożałujesz tego. - Odetchnął. - Nie, nie mam szacunku do złodziei i dziwek, nie są w moim typie. Tym bardziej że to nie są "profesje" na taką ładną buźkę.
Powiedział komplement, jednak nie po to by ją trochę uspokoić, a po prostu stwierdzić fakt. Jego twarz nadal pokazywała nerwy, jednak sztucznie imitowane. Kiedy puściła jego nadgarstki, spojrzał na nie. Miał ślady po jej paznokciach które podeszły krwią, a z niektórych już nawet krew płynęła, nie przejął się tym jednak wcale.
- Wiesz że mogę cię zabić tu i teraz? I nikt nawet palcem nie kiwnie by cię uratować, chyba że ktoś naprawdę głupi. Dobrze ci radzę, uważaj.
Teraz pozostawało czekać na to co zrobi. Miał już plany, niezależnie od tego zrobi. No może być co najwyżej pewna różnica w jego zachowaniu i celu jego zabiegu. Jednak jedno było pewne nie pozwoli jej uciec. Przynajmniej nie teraz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 10:56 pm

Damie? Gdyby nie fakt, że była cholernie przerażona i w zasadzie miała ogromną ochotę zapaść się pod ziemię albo zniknąć, to może i by się roześmiała, że ktokolwiek nazwał ją damą.  Na dodatek – dama w takim miejscu? Pijąc piwo i opowiadając jakieś brednie idiotom, którzy są dość głupi, by w nie wierzyć?
- Trzymać tak damę też nieładnie – szepnęła cicho, głośno przełykając ślinę. Wciąż wpatrywała się w niego z niemalejącym strachem. Nie dość, że groził jej śmiercią w ciągu kilku minut już tyle razy, że przestała już to liczyć, to na dodatek był magiem. I to ważnym magiem. A do licha z nimi wszystkimi, cholerni magowie, wszędzie te swoje nochale musieli wsadzić, wszystko musieli kontrolować, wszystko wiedzieć! A żeby ich psy… no!
- Nawet jeśli wiem, to co ci do moich bajek? – warknęła, ale słabo to wyszło, bo wciąż płakała i bardziej to zabrzmiało jak szloch, niż takie pełne wyrzutu i złości burknięcie, przepełnione dumą i innymi takimi duperelami. Była pewna, że i tak w zasadzie zaraz przyjdzie jej umrzeć w tej głupiej karczmie i nikt nie kiwnie palcem nawet. Dlatego nie bała się powiedzieć… wszystkiego. Jak ma już umierać, to w wielkim stylu, cholera! Obrażając samego mistrza magów ognia, bo czemu niby by nie? Raz się żyje! I umiera.
- To tylko bajki! – wyszlochała, tym razem tak naprawdę, wciąż nie odejmując dłoni od twarzy. Ramiona jej się trzęsły, a łzy wciąż płynęły po twarzy i skapywały po brodzie w dół. – Są by bawić, nie obrażać, zająć czas, oderwać od rzeczywistości.
Czyli łyknął bujdę o dzieciach, ale mało go to obchodziło? No trudno, spróbować było warto. Rzadko spotykała prawdziwych magów, ale na własnej skórze przekonała się, dlaczego zwykli ludzie się ich boją. Skoro nawet nie miał skrupułów, żeby zabić „samotną matkę z nieokreśloną ilością dzieci”, to pewnie ogólnie jakiekolwiek prawa mało o go obchodziły.
A później dotarła do niej cała reszta i zesztywniałą z lekka, mało co nie wyglądając spomiędzy palców. Ładną buźkę? Co, do diabła? Tutaj grozi śmiercią czy jeszcze czymś, a tutaj zaraz komplement? Magowie to są popieprzeni jednak.
- No tak, magia ponad prawem, co to dla ciebie zabić samotną matkę? – załkała i pociągnęła nosem. – Pomnóż bezdomnych na ulicy, niech moje dzieci głodują razem z nimi – dodała jeszcze, żeby dodać swojej nowej wykreowanej postaci dramatyzmu. Większego. A później, jakby w ramach ostatecznej próby uratowania swojego karku, odjęła swoje dłonie od twarzy, pokazując zaczerwienione oczy oraz policzki i znowu złapała maga za nadgarstek, ale tym razem już nie wbijając mu w rękę paznokci.
- Proszę, puść mnie – szepnęła błagalnie, wlepiając w niego błagalne, zrozpaczone nawet spojrzenie. No miej, cholera, litość! Skoro głupie próby pokazania odwagi nie były skuteczne, to pora się ukorzyć i poprosić. Szlag by go. Żeby tak szlag go trafił w biały dzień, cholerny mag!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 03, 2014 11:32 pm

Może i faktycznie nieładnie, tyle że nie dbał o to kompletnie, no bo dlaczego miałby? Zresztą, gdyby inaczej zaczęła tą rozmowę to mogłaby się ona skończyć zupełnie inaczej. Proste.
- Może i nie. Kogo to teraz obchodzi? - Odpowiedział chłodno. Czas w końcu zacząć działać, przecież nie będzie jej tak trzymał w nieskończoność, jego siła też miała ograniczenia. Widać że się boi. I dobrze, o to właśnie chodziło, ma się bać, nikomu nie pozwoli źle mówić o Ignis, był ich mistrzem, czasami surowym, jednak nawet on miewał dobre dni, kiedy był miły, pomocny i wspierający, jego uczniowie - a przynajmniej większość z nich - już się do tego przyzwyczaiła. On wiedział swoje, a ta kobieta nawet go nie znała. Mógł się domyślać co sobie o nim myśli, ale nie znaczy że go to obchodziło.
- A no to, że gadasz brednie na temat mojego zakonu i to mi się nie podoba. Wyraziłem się jasno?
Wydawało mu się że wystarczająco, lecz ta dziewczyna sama w sobie była na tyle głupia, żeby jeszcze zgrywać bohaterkę. Przypuszczał, że nawet to do niej nie dotrze. Kiedy zaczęła mówić o tym że to bajki, to Dragon o mało nie wybuchnął śmiechem, jednak udało mu się zachować kamienną twarz.
- Więc skoro nie mają na celu nikogo obrażać to dlaczego to robią? Nie zauważyłaś że te zapijaczone mordy uwierzą we wszystko co im powiesz? Smoki to też jedna wielka bujda, a jednak w to wierzą.
Takie były realia, ludzie których IQ jest niskie jak wzrost karła łykną wszystko co się im powie, a ci inteligentniejsi albo się wtrącą, albo mają wyjebane. Kiedy powiedziała o tym że magia ponad prawem... w zasadzie miała rację, mógł publicznie kogoś zabić i nikt by go za to nie skazał, bo by się bali. W tym świecie nie ma czegoś takiego jak prawo.
- Tak, tak, tak. A twoje gadanie o samotnej matce to pewnie tania bajeczka, żebym nie robił ci krzywdy. Tyle że na mnie to nie działam nawet jeśli to prawda. A zresztą gdyby nią była i wiedziałabyś z kim rozmawiasz to byś nie pchała się do grobu.
Najpierw by się zastanowiła, zanim by zaczęła gadać takie rzeczy, tym bardziej przy mistrzu Ignis. No ale to już jej sprawa, może jej śpieszno do grobu. Nagle zaczęła prosić o to, aby ją puścił. Podniósł brew do góry tak jakby się przesłyszał. Nagle zaczęła prosić? To jest dopiero dobre...
- Teraz to prosisz? Strach ci się do dupy dobrał? Nie sądzisz że trochę na to za późno?
Postawił ją na ziemi, jednak wcale jej nie puścił, nadal ją mocno trzymał, więc nie mogła się wyrwać. Spróbujmy więc zagrać jeszcze inaczej.
- Więc może tak. Co jesteś w stanie mi zaproponować w zamian za wolność?
Czas na drobne negocjacje. Nie znaczyło to jednak że miały one dojść do skutku, na razie skończy się tylko na pytaniach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Sob Sty 04, 2014 12:35 am

No w sumie miał rację. Teraz to nikogo nie obchodziło i udawali, że niczego nie widzą. Bardzo taktownie odwracali wzrok, zamykali oczy, byleby nie patrzeć, byleby nie widzieć. Ich też by szlag! Wszystko by szlag! Cholerni magowie, myślałby kto! Uważają, że skoro mają tę swoją głupią magię, to wszystko im wolno, że nie istnieją dla nich żadne ograniczenia. Bo kto niby będzie miał w sobie dość odwagi, żeby powiedzieć takiemu nawet zwykłemu adeptowi magii, że robi coś źle i ma natychmiast przestać? Nikt, to przecież jasne.
- Jak ogień jasny – bąknęła, spuszczając wzrok, trochę jak skruszone dziecko. Ot, jej postawa uległa drastycznej zmianie. Z bohatersko-upartej i buntowniczej, na pokorną i potulną, tak bardzo, jak tylko się dało. Już mało co ją obchodziła ta jej cała duma, jeśli szło w zasadzie po tym incydencie mogła powiedzieć sobie jasno, że szczerze nie znosi magów i absolutnie wszystkiego, co tylko jest z nimi związane! Pępki świata!
- Nie obrażają, to akurat prawda, że każdy z was chce być silniejszy od drugiego! – wypaliła, zanim sens tych słów dotarłby nawet do niej samej. Rzuciła to bez najmniejszego zastanowienia, palnęła pierwszą rzecz, która tylko przyszła jej do głowy, całkowicie zapominając o konsekwencjach. I o wciąż wiszącej nad nią groźbą śmierci, która chyba wciąż nie zmalała. Ale było już za późno, słowo się rzekło. Spojrzała tylko – tym razem już ze znacznie głębszym i prawdziwszym – strachem na maga i zasłoniła swoje usta dłonią, doskonale świadoma, że właśnie powiedziała zdanie za dużo. I że najpewniej już nie uda jej się z tego wygrzebać, nigdy.
- Mam ci mówić pochlebstwa, na które niczym nie zasłużyłeś? – i znowu to zrobiła. Kompletnie bezmyślnie wyrzuciła z siebie to, co wpadło jej do tego łba. Adrenalina i krew buzowały jej w żyłach, bo była cały czas przekonana, że właśnie maszeruje na cieniutkiej nitce nad przepaścią. To wszystko, zamiast dodawać jej rozsądku, sprawiło tylko, że w zasadzie puszczały jej wszystkie hamulce i w zasadzie coraz mniej przejmowała się tym, czy spadnie. Dalej się bała, ale teraz do tego strachu doszła wściekłość. Już doskonale wiedziała, że jeśli kiedykolwiek uda jej się uciec, to po raz pierwszy znajdzie sobie kogoś, kogo będzie mogła do woli nienawidzić. To był chyba jedyny plus całej sytuacji.
Nie odpowiedziała, bo zdawała sobie sprawę z tego, że naprawdę jest trochę za późno na błaganie o litość. Głupia gierka o dzieciach też niczego jej nie dała. Zacisnęła tylko zęby i poczuła się znacznie pewniej, kiedy jej stopy znalazły się spokojnie na ziemi. Gdyby tylko jej nie trzymał… od razu widziałaby swoją szansę na ucieczkę. A tak? Zerknęła kątem oka – mimo że obraz był lekko zamazany przez łzy, które wciąż zostały jej w oczach – na rany na nadgarstku mężczyzny. Skoro to go nie ruszyło, to i pewnie nawet gdyby go ugryzła, to by niczego nie dało. Zmrużyła oczy i wbiła – tym razem już rozwścieczone – spojrzenie w Mistrza magów ognia. Że co on niby sugerował, że ona… że ona co? Że pójdzie z nim do łóżka, odda mu się, jak jakaś dziwka? NIGDY W ŻYCIU. To już chyba wolałaby umrzeć.
- Jestem bardem. Mogę szlachetnemu panu zaśpiewać albo uraczyć go opowieściami z bliskich stron i dalekich – wycedziła, siląc się na usłużny i pokorny ton, który współgrałby z jej wcześniejszą prośbą o darowanie jej życia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Sob Sty 04, 2014 1:35 am

No, no, no... kto by pomyślał, pani wojownicza nagle zmieniła swój ton, jakby to coś zmieniało. Była wyraźnie na przegranej pozycji i na dobrą sprawę uratować to ją mógłby chyba jakiś cholerny cud. Albo przeogromna wyrozumiałość ze strony Dragona, której wobec niej, cóż... nie posiadał ani krzty. Mogła go nienawidzić z całego serca, a nawet jeszcze bardziej, niepotrzebnie zaczęła z postawą wojowniczki którą nie była.
- Widzisz? Takie trudne? Nie lepiej było tak od razu? Może wtedy sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. A teraz. Zapewne mnie nienawidzisz, co?
Można powiedzieć że w jakimś tam stopniu było mu z tego powodu przykro... Ahh ta cholerna słabość. Jednakże poniosły go nerwy, a ona przesadziła więc w zasadzie wina po obu stronach. Z tym że Dragon bronił dobrego imienia zakonu, choć i tak nie jest ono najlepsze, to nikt nie będzie na ich temat rozpowiadał bzdur. Kiedy nasunęła coś o prawdzie, Mardon spojrzał na nią jak na idiotkę.
- Prawdą kochana jest tylko to co sama powiedziałaś. Wcale nie ukrywam że w tej całej wojnie magów jeden chce być silniejszy od drugiego, lecz mamy w tym cel. Nie musisz go jednak znać. Pozostałe historyjki o zamianie w smoków i tak dalej jest kompletną bzdurą.
Wprawdzie istnieje zaklęcie umożliwiające zamianę w feniksa, jednak jest ono na tyle niebezpieczne, że wręcz zakazane i nawet sam Mardon nigdy go nie wypróbował. Jednak to nie było ważne, bo wywołać to zaklęcie mogą tylko najpotężniejsi magowie.
- Pochlebstwa? Ależ ja ich od ciebie nie oczekuje, kochanie. Nie znasz mnie nawet, nie wiesz jaki jestem na prawdę, a całą naszą "znajomość" zaczęliśmy od dupy strony. Poza tym jesteś strasznie bezczelna, nawet w obliczu śmierci. Ciągle się zastanawiam. To odwaga, czy głupota?
On już sam nie wiedział. Jego ton trochę zmiękł, jednak uścisk był wciąż tak silny jak wcześniej. Nie miał zamiaru jej puścić, jeszcze nie, a może w ogóle? Któż to wie. Nagle zauważył jej wręcz krwiożercze spojrzenie w jego stronę, po tym jak spytał co może zaoferować. Zadał zwykłe pytanie, a patrzy na niego jakby jej ojca monetą zajebał. Głodnemu chleb na myśli. A kiedy usłyszał o tym że może mu poopowiadać różne historie, nie wytrzymał. Wybuchnął śmiechem na całą karczmę.
- Twoje spojrzenie mówi jakbym właśnie zaproponował ci coś niemoralnego, a czy ja zasugerowałem ci cokolwiek? Ty myślisz że Ja, Ty... My? Boże... NIE! Uważasz mnie za kogoś kto idzie do łóżka z kimś kogo nawet nie zna? Za aż takiego prostaka mnie uważasz? A co do twoich opowieści... raczej kiepska propozycja biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację.
Dobra, koniec tego całego pierdolenia, czas podjąć kroki, które chciał podjąć wcześniej. - Dobra, prócz ciebie i barmanki. Wszyscy właśnie w tym momencie opuszczają lokal! Wróćcie jutro albo za jakieś 2 godziny. - Kiedy wszyscy opuścili lokal, zwrócił się do kobiety. - Ty kochanie zostajesz. Teraz cię puszczę, jednak spróbuj zrobić choć jeden krok w stronę drzwi, a spłoniesz. Nie żartuję.
Puścił ją jedną ręką, drugą sadzając ją na stoliku, po czym podszedł do drzwi i narysował runę przy wyjściu. Dla barmanki i Pani Odważnej były to tylko nic nie znaczące gesty rękoma. Jednak jeśli ktoś spróbował by teraz wejść, lub wyjść z lokalu, wpadłby w pułapkę. Wokół osoby powstałby ognisty krąg którego nie można przekroczyć, ani ugasić. Zdjąć zaklęcie może tylko i wyłącznie mag rzucający. Wrócił do stolika.
- Barmanka. Dwa razy piwo proszę. A teraz sobie porozmawiamy i nawet nie myśl o ucieczce, ostrzegam że to bardzo zły pomysł.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Sob Sty 04, 2014 2:01 am

Nie powiedziała wprost, że go nienawidzi – uznała, że to pytanie raczej retoryczne. Poza tym wciąż nie ufała do końca swojemu głosowi, nie chciała, żeby w połowie jej się załamał i uniemożliwił dalszą rozmowę. Zacisnęła tylko mocniej blade usta, że zmieniły się w wąską kreskę i z uporem osła spojrzała gdzieś w bok. Nie zamierzała również komentować tej całej „wojny magów”. Ani trochę jej nie obchodziła, prawie nigdy o niej nie myślała, chyba że mijała gdzieś na ulicy jej bezpośrednie ofiary. A tak na co dzień? Kto by się tam tym przejmował, jeśli nie musiał. Zresztą, byłoby całkiem nieźle, gdyby wszyscy się powybijali. Spokój. I koniec z wiecznym strachem i tą tyranią cholernych czaromiotów.
- Nie jestem magiem, więc pewnie jestem głupia – burknęła, ale zaraz po tym łypnęła na niego spode łba. – I co mam niby do stracenia? – dodała jeszcze. Skoro i tak stała przed obliczem pewnej śmierci, to gdyby rozwścieczyła go jeszcze trochę, to z tej złości zabiłby ją znacznie szybciej. Najprawdopodobniej. Mógłby też zresztą chcieć przedłuża jej życie, żeby się wykrzyczała do woli, ale mogłoby go ponieść też w pewnym momencie. A tak? Jeśli miała już umierać, to z wysoko podniesionym czołem, a nie. I tak zaczęła go prosić dopiero wtedy, gdy dostrzegła dla siebie jednak cień szansy na ocalenie skóry.
Prychnęła, kiedy zaczął się z niej śmiać. Nadęty pacan. Uważa, że skoro jest mistrzem tego głupiego zakonu, to już wszystko mu wolno? Pewnie tak.
- Ja tylko opowiadam, nie moja sprawa, czy ktoś w to wierzy, czy nie. Nie mam niczego innego – burknęła ze złością. Rzecz jasna, jakieś tam obawy i resztki strachu w niej zostały, ale zostały niemal całkowicie wyparte przez zjadliwą wściekłość. Ale i tak nieco w duchu – bo przecież nie dałaby tego po sobie poznać – odetchnęła z ulgą, że w zasadzie na razie nie zapowiada się to wszystko tak tragicznie, jak zakładała na samym początku. No i później, to jasne. Ale panika wróciła, kiedy ten cholerny Arctus kazał wszystkim się wynosić. Pięknie. A już sobie wyobrażała, że da jej spokój i każe nigdy więcej nie pokazywać mu się na oczy. To nie byłoby takie złe.
Posadził ją na stole. Jakby była sobie jakąś tam lalką! Luka od razu sięgnęła lewą dłonią do swojej szyi, by dotknąć szybko medalika na swojej piersi. Zeskoczyła ze stołu, łypiąc podejrzliwie ma maga przez cały czas i zdjęła z siebie swój czerwony płaszcz. Położyła go na jednym z krzeseł, a sama usiadła na drugim, podciągając kolana pod brodę. Oparła stopy o siedzisko o bok i oplotła swoje nogi rękoma. Chciała uciec – a jak! – ale jedyna droga ucieczki wydawała jej się… dość niepewna. No i pewnie szybko by ją złapał albo znalazł, czy tam zlecił komuś znalezienie jej.
- Nie kochaniuj mi tutaj – syknęła, kiedy wrócił, modląc się w duchu, żeby tak przypadkiem zakrztusił się tym piwem i zdechł. Jak najszybciej! - I czego niby chcesz? Ja niczego nie mam!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Sob Sty 04, 2014 2:38 am

Ta kobieta ma w sobie pewną iskrę, której nie potrafił zrozumieć, lecz to pewnie dlatego nigdy nie zrozumie kobiet, to cholernie nieprzewidywalne stworzenia. Stwierdziła że jest głupia tylko dlatego, że nie ma zdolności magicznych, powód jej wypowiedzi był wprawdzie oczywisty, jednak miał zamiar wyprowadzić ją z błędu.
- Nie uważam, że osoby bez zdolności magicznych są głupie. Wszyscy jesteśmy ludźmi, nawet magowie, z tą różnicą, że my zostaliśmy obdarzeni pewnymi zdolnościami. To wszystko. Rządzimy w tym świecie, bo większość się nas boi, co jest dość zdrowym podejściem. A co do kwestii czegoś do stracenia... każdy ma coś do stracenia, więc na pewno i ty masz coś takiego. Dlaczego więc usilnie pakujesz się do grobu?
Nie ma niczego innego jak tylko opowieści... wcale go to specjalnie nie dziwi. Bardowie z reguły zbyt wiele nie zarabiają, jednak Mardonowi nie chodzi o rzeczy materialne. Po co mu one, ma pieniądze i to całkiem sporo, może mieć wszystko co zechce.
- Dlaczego zaraz podchodzisz do tego tak materialnie? Próba negocjacji była i tak tylko podpuchą, niezależnie od tego co byś proponowała, to i tak zrobiłbym po swojemu.
Była zła i poniekąd do tego zmierzał, teraz jednak miał zamiar odwrócić nieco sytuację i ją trochę uspokoić. To była próba, był ciekaw jej reakcji. Komentarz na temat "kochaniowania" puścił mimo uszu. Napił się piwa i skręcił papierosa. Odpalił go przy użyciu świeczki, nie miał zamiaru marnować many na pokazy.
- Och, już się tak nie denerwuj. Nie chcę od ciebie niczego, prócz rozmowy. Czy o aż tak wiele proszę? Teraz uważasz mnie za jakiegoś nadętego maga z przerośniętym ego, a może zmienisz zdanie jak spokojnie porozmawiamy.
Jego nagła zmiana tonu, po tym wszystkim musiała ją doprowadzać do szału. Było to jednak pewne podejście psychologiczne, był ciekaw jak się zachowa w takich okolicznościach. Wszystko zależało teraz od niej.
- Jestem Mardon Arctus. Jednak to z pewnością już wiesz, lecz jak tobie na imię?
Spojrzał na nią spokojnie, nie miał już gniewu w oczach, a kompletny spokój. Jego zachowanie nagle się zmieniło nie do poznania, nie bez powodu jednak. Mardon wiedział co robi.
- Albo wiesz co? Wymuszona rozmowa chyba nie ma większego sensu. Jeśli chcesz to idź. Nie będę cię gonił, ani też cię szukał.
Oczywiście to zwykła podpucha, runa ciągle działała. Jeśli spróbuje przekroczyć próg, zostanie uwięziona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Sob Sty 04, 2014 5:18 pm

Przewróciła oczami. Nie oczekiwała żadnego wyjaśnienia, to było jasne, że powiedziała to tylko i wyłącznie dlatego, żeby jeszcze bardziej… dopiec? Czy tam pogrążyć się jeszcze trochę.
- Bardzo zdrowy, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że macie daleko w nosie prawa normalnych ludzi – mruknęła Luka, po czym wzruszył ramionami w dość niedbałym geście. – Tylko życie, a i tak było zagrożone. Nie mam żadnych dzieci, nie cierpię ich – dodała jeszcze. Tak, tylko opowieści i swój własny los. Mogła nim sterować na miarę swoich możliwości, ale i tak doskonale zdawała sobie sprawę, że pewnie niczego w życiu nie osiągnie. Do końca życia będzie szlajała się po takich karczmach, wymyślając niestworzone historie i zbierając na następne piwo. To była prawda i jej przyszłość, nie pesymizm. Należała do grona zwykłych ludzi i nie miała w sobie najmniejszego potencjału magicznego, co automatycznie blokowało jej rozwijanie planów czy ambitne planowanie swojej kariery i życia. Mardon też pewnie o tym wiedział.
Sięgnęła ręką po kufel i przyciągnęła go do siebie, uparcie szorując naczyniem po blacie. Dopiero gdy był już blisko niej, uniosła go do ust i napiła się.
- A skąd miałam wiedzieć, czego możesz sobie chcieć? – zapytała wciąż ze złością, cały czas łypiąc na Mardona w taki sposób, jakby chciała zadźgać do wykałaczką. – A kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Proste – syknęła, mrużąc oczy. Patrzcie go, cholera jasna, najpierw grozi śmiercią i innymi taki rzeczami, od których włosy się jeżyły i ciarki szlajały się po plecach, a teraz to niby co? O, plecie coś, że chce tylko porozmawiać. I jeszcze się przedstawił, jakby nic się nie stało! W tamtej chwili Luka całą sobą życzyła mu, żeby padł na zawał, by okazało się, że ktoś dosypał mu trucizny do piwa, czy – jak miała nadzieję wcześniej – udusi się piwem czy tam dymem. Ale złość i tak stopniowo jej malała. Może i była dość nerwowa, ale taka wściekłość przechodziła jej równie szybko, jak i się pojawiała.
- Jestem Luka… - wymamrotała cicho, ledwo słyszalnie właściwie i wbiła wzrok w swoje kolana. – Voice – dodała po krótkiej chwili zastanowienia.
Poderwała od razu głowę do góry, tym razem całkowicie zbita z tropu. Jak to… „chcesz to idź”? Bez haczyków? Przez chwilę patrzyła na niego ze zdezorientowaniem, a później zmrużyła podejrzliwie ozy i zmarszczyła brwi.
- Nie skończyłam piwa – oznajmiła głośno i na tyle pewnie, na ile pozwalała jej cała sytuacja. A to nie było łatwe, bo ciągle pamiętała, jak to sobie beztrosko podniósł ją do góry. To nie było przyjemne i ani myślała, żeby to powtórzyć. Najlepiej, żeby to był pierwszy i ostatni raz, też coś. Nie powiedziała ani słówka, że mu po prostu nie wierzy, ale i tak była pewna, że się domyślił. Zresztą, jeśli będzie nalegał, żeby wyszła czy nawet próbował sprawić wrażenie, że mało go obchodzi, czy wyjdzie – to i tak tego nie zrobi, nie ma głupich!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Sob Sty 04, 2014 6:12 pm

W nosie mają prawa zwykłych ludzi? Być może, jednak wcale ich nie uważał za gorsze istoty. Tak samo by zareagował względem maga, tyle tylko że z magiem byłyby... cóż, większe problemy.
- Tutaj już nie ma czegoś takiego jak prawo, dziewczyno. Gdybyś była magiem postąpiłbym tak samo, nie ma dla mnie różnicy czy mag czy zwykły człowiek. Tak więc nie twierdzę że jesteś głupia... bo dobra, próba stawiania mi się nie należała do najmądrzejszych, nie uważam jednak żebyś pod innym względem taka była, nie znam cię, więc nie oceniam. A zresztą nawet wymyślanie twoich bajek z głowy świadczy o inteligencji, nie każdy to potrafi.
Czy on ją właśnie pochwalił za bajeczkę? Nie do końca. Nie popierał jej, jednak wymyślenie jej na poczekaniu świadczy o wysokim poziomie inteligencji. Stwierdził że może jednak czas dać na wstrzymanie i spróbować rozegrać to normalnie. Właśnie w tym momencie następował jego bardzo złożony typ charakteru. Raz skurwysyn jakich mało, a innym razem miły gość. Czasami gorzej z nim jak z babą w ciąży. Kiedy mruknęła o tym że nie ma dzieci i ich nie cierpi, uśmiechnął się lekko.
- Tak myślałem, nie wyglądasz na matkę. A co do życia... Czyż nie jest ono dla ciebie cenne? Dlaczego chcesz je sobie odebrać?
Kiedy znów spojrzała na niego tym swoim krwiożerczym spojrzeniem, westchnął. Nerwy tutaj nic nie pomogą, a mogą tylko bardziej pogorszyć sytuację, która dla kobiety już i tak jest tragiczna.
- Wierz mi. Na pewno nie seksu z kimś, kogo nawet nie zdążyłem choć trochę poznać. Może i czasami mnie ponosi ale nie jestem gwałcicielem czy kogo tam sobie jeszcze wymyśliłaś w tej swojej wybujałej wyobraźni. A pieniądze? Na co mi one? Mam cały skarbiec.
A teraz wyjdzie do niej z propozycją na którą pewnie nie przystanie, chyba że teraz on dobierze odpowiednie słowa. Lecz to za chwilę. A więc nazywa się Luka Voice... nazwisko nic mu nie mówi, więc pewnie nie pochodzi z jakiejś zamożnej rodziny. Zresztą nie była by wtedy raczej bardem.
- Miło mi cię poznać. Mam dla ciebie propozycję Luka. Nie zabiję cię, tak już postanowiłem, chyba że postanowisz mnie wkurzyć jeszcze bardziej... W każdym razie, mam propozycję taką: Co byś powiedziała na to, aby raz na jakiś czas wpaść do nas do wieży i opowiadać te swoje niestworzone historie? Oczywiście ci za to zapłacę i to więcej, niż pijani durnie w karczmie.
Nie wiedział, jakie podejmie kroki, jednak zawsze pozostawała ta iskierka nadziei że się zgodzi, przyda im się ktoś, kto by raz na jakiś czas wpadł i zabawiał magów. Oczywiście niestworzonymi historiami, żeby znów nie było nieporozumień w tym temacie. Kiedy odmówiła wyjścia, nie zdziwiło go to, pewnie od razu zwietrzyła podstęp. Dragon jednak mimo wszystko udał, że wierzy w to, iż powodem jest niedopite piwo.
-Ahh, oczywiście. Spokojnie, przecież nie zmuszam cię do wyjścia, na razie sobie spokojnie rozmawiamy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Nie Sty 05, 2014 7:06 pm

Wymyślanie bajek świadczy o inteligencji? Jej nauczyciel - i w zasadzie opiekun - zawsze jej wmawiał, że to kwestia kreatywności. Nigdy niczego o inteligencji nie wspominał, ale… no ale wiadomo, że każdy chyba lubi słuchać sobie o tym, jaki to jest mądry, bystry czy jeszcze coś tam innego.
- To było uniesienie się artystyczną dumą. Co może mieć całkiem sporo wspólnego z głupotą - odpowiedziała już coraz bardziej spokojna. Ale i tak przez cały czas łypała z podejrzliwością na Mardona. Mimo wszystko - to wciąż mag, a takim to nigdy nie wiadomo, co do tych narwanych czaszek strzeli. O, dopiero co na nią warczał, groził przynajmniej śmiercią, a teraz to co niby? To były prawie komplementy, na dodatek jego nastrój się zmieniał co chwila. Może zaraz znowu coś mu się odwidzi i zacznie się odgrażać? Lepiej łapać pierwszej lepszej brzytwy, jaka pojawi się tylko na brzegu.
- Wcale nie chciałam go sobie odbierać, po prostu wyobraziłam sobie, że skoro i tak muszę je stracić, to o wiele bardziej artystyczna byłaby śmierć z uniesionym czołem, niż błaganiem o litość - odparła, a jej oczy błysnęły delikatnie, kiedy zapatrzyła się przed siebie. - Zabita bezlitośnie przez maga, podczas opowiadania historii. I nikt nie był w stanie się sprzeciwić, przejęci trwogą mogli tylko patrzeć na nieubłaganie idącą śmierć - westchnęła, a jej wzrok momentalnie przygasł, kiedy przeniosła go z powrotem na maga. - To byłaby piękna opowieść. Brakowałoby w niej tylko śmiałka, który poległby podczas obrony ukochanej.
Luka wzruszyła ramionami, kiedy tylko skończyła mówić. Dla niej niemal wszystko było doskonałym materiałem na opowieść czy pieśń, czasami też nie potrafiła myśleć całkowicie racjonalnie, zwłaszcza kiedy przemawiała przez nią ta część duszy odpowiedzialna za jej pociąg do sztuki i głupich marzeń oraz opowieści.
Uniosła brwi, kiedy zaproponował jej… pracę? Czy to była w ogóle praca? Logiczne. Usłyszał opowieść, wściekł się, chciał ją zabić za rozpowiadanie nieprawdziwych historii, a teraz chce, żeby w opowiadała te swoje bajki innym magom. No tak, niby czemu ona na to od razu nie wpadła? Szybko analizowała wszystkie “za” i “przeciw”, dodatkowo uniosła swój kufel i napiła się piwa, by zyskać jakoś na czasie.
- Tylko opowieści, tak? - zapytała powoli, wciąż przypatrując mu się podejrzliwie. - Moim zdaniem, to dziwne. Najpierw groźby śmierci za opowiadanie bajeczek, a teraz pieniądze?
Nie żeby zaraz zamierzała się zgodzić… albo odmówić. Na początku chciała “wybadać teren”, to wszystko. Skoro ma jej się upiec i jeszcze dostanie dodatkowe wynagrodzenie za coś, co i tak robi na co dzień, to niby czemu nie? Jedyną rzeczą, która jej przeszkadzała w tej chwili, to gnieżdżąca się w niej złość i niechęć do mistrza magów ognia, ot co.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Nie Sty 05, 2014 8:24 pm

Artystyczna duma co? Być może faktycznie, nie miał raczej do czynienia wcześniej z bardami, ale rozumiał co to duma, jakby nie patrzeć to na samym początku sam się nią uniósł. Z tym, że w jej przypadku ta duma może ją zgubić.
- Wiem co to duma i jestem w stanie ją zrozumieć, jednakże w twoim przypadku, cóż... twoja własna duma może cię doprowadzić do destrukcji, złotko.
Jego nagła zmiana podejścia mogła być naprawdę podejrzana, zresztą nie bez powodu nowicjusze mieli go dość, mimo wszystko w końcu każdy się przyzwyczaja do jego zmiennego charakteru. Wszystko jest po prostu kwestią czasu. Spojrzał w stronę drzwi przy których ciągle znajdowała się runa, jednak póki co nie miał zamiary jej jeszcze zdejmować, póki chwilę sobie nie pogadają. Kiedy zaczęła robić z tej całej sytuacji opowieść, wysłuchał jej do końca.
- Opowieść może i piękna, jednakże tutaj nie znajdziesz takowego księcia, dopóki jest to któryś z mistrzów zakonów. W takich sytuacjach, takowym księciem mógłby być co najwyżej jakiś inny mistrz, bądź potężny mag. Nikt słabszy, nawet mag nie odważy się zaatakować mistrza.
Wiedział że w tej chwili miała mieszane uczucia wobec niego, w końcu groził jej śmiercią. Mardon tylko bronił dobrego imienia magów ognia, a teraz jak już nikogo nie było w karczmie prócz samej barmanki, mógł sobie pozwolić na zmianę swojego zachowania. Jej podejrzliwość była zrozumiała, jednak pytanie, czy tylko opowieści była dość zabawna. Dopiero co jej powiedział że nie szuka przygodnego seksu z osobą której nawet nie zdążył poznać, a ona dalej wysuwała tego typu podejrzliwości. Przynajmniej przypuszczał, że właśnie o to jej chodziło.
- Zapewniam cię że chodzi tylko o świadczenie usług barda. Mówiłem ci że nie jestem gwałcicielem i nie mam zamiaru ci proponować niczego niemoralnego. Chyba że sama byś tego chciała, lecz to i tak wymagałoby lepszego poznania się.
Był pewien, że powie coś w stylu, że z nim nigdy w życiu, jednak jemu chodziło tylko o samo uświadomienie.
- Wiem że jestem dość... specyficzną osobą, jednak to wszystko kwestia przyzwyczajenia, jeśli przystaniesz na moją propozycję, wystarczy że spytasz o to kilku moich adeptów.
Uśmiechnął się w jej stronę, po czym upił kolejny łyk piwa i dopalił papierosa, gasząc go na szklanej popielnicy leżącej na stoliku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Sro Sty 08, 2014 6:29 pm

Duma, jak matka, każdy ma swoją. Nieważne jaka jest i jak duży wkład ma w takie czyjeś życie. Jest. Czasami umiera i takie tam.
- Tylko tak, jak każdego – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – Znam setki historii i pieśni o takich przypadkach. Czasami nawet są prawdziwe – dodała jeszcze, delikatnie marszcząc brwi.
Pogadać sobie mogą, ot co, póki co Luka nie zamierzała – później, kiedy tylko sobie stąd wyjdzie – mieć coś wspólnego z tym o tutaj. Jasne, zgodziła się raz na jakiś czas zawitać do zakonu, ale jednocześnie miała bardzo otwarty zamiar po prostu znikać, gdyby gdzieś się pojawił. Przecież nie przepuści okazji, żeby podreperować swój i tak nieźle nadszarpnięty budżet, nawet jeśli to trochę godziło w jej dumę, którą i tak nie powinna się unosić. Za bardzo, rzecz jasna, i w ramach zdrowego rozsądku.
- Psujesz historię – mruknęła. – Tutaj nie chodzi o realność. Opowieści mają łapać za serce, trafiać prosto do mózgów słuchaczy i poruszać w nich takie struny, o których nigdy wcześniej nie mieli pojęcia. Gdyby bardowie opowiadali tylko o tym, co się zdarzyło, to czym różniliby się od historyków? – zapytała jeszcze.
Luka zastanawiała się, czemu niby Mardon wyrzucił wszystkich z karczmy, zostawiając tylko barmankę. Przecież samo to powinno budzić podejrzenia! O tych zmianach humoru nie wspominając już. Jakby był kobietą w ciąży, albo może był niezrównoważony… tak z lekka. Zresztą, wszyscy magowie musieli mieć nierówno pod sufitem, przecież nikt normalny nie parałby się czymś tak błotnistym i niebezpiecznym. Bo magia była przecież niebezpieczna nawet dla jej użytkowników, prawda? Przynajmniej w mniemaniu Luki. Nie mogło być tak, że tylko dla „odbiorców” tej cholernej mocy jest szkodliwa! To byłoby diabelnie niesprawiedliwe!
Kobieta prychnęła i wydęła lekko wargi, znowu łypiąc z irytacją na maga. Jasne, może i na początku pomyślała o „usługach” całkowicie innych, lecz tym razem nie miała tego na myśli. Sama w zasadzie nie wiedziała co, ale na pewno coś innego.
- Nigdy w życiu! – warknęła, podnosząc głos. Równocześnie spełniła oczekiwania Mardona co do tego i to co do joty. Ale o tym nie miała najmniejszego pojęcia. Bo i skąd?
- Z tego co mówiłeś, mam opowiadać te swoje bajki adeptom, nie tobie – odparła, z prawdziwą podejrzliwością patrząc na ten uśmiech. Również napiła się piwa, po czym – z naprawdę koszmarnie wielkim trudem – wygięła usta w uśmiechu. Była niemal pewna, że jeszcze nigdy nie uśmiechnęła się w tak sztuczny i nienaturalny sposób.
- Też się może niepotrzebnie uniosłam. Trochę – oznajmiła dosyć niechętnie. Ostatecznie nie mogła tak się dąsać jak dziecko przez cały czas, była dorosła, więc i powinna zachowywać się, jak na jej wiek przystało. Nawet jeżeli przez to musiałaby się zmuszać do bycia w miarę miłą i znośną osobą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Sro Sty 08, 2014 9:52 pm

Na wspomnienie, że jej historie czasami są prawdziwe zaśmiał się, jednak nie był to już taki śmiech jak wcześniej. Ten był bardziej szczery, ta dziewczyna zaczęła go na swój sposób intrygować. Wiedziała z kim ma do czynienia, nie była magiem, bo nie było od niej czuć tej specyficznej aury, a mimo wszystko była bardzo pewna siebie. Rzadko spotykane, nie wyglądała mu na zawodową zabójczynie magów, tym bardziej że nawet tacy nie próbowaliby wchodzić w otwarty konflikt i ryzykować życie. Zabójcy w tych czasach, ci niemagiczni rzecz jasna działali pod przykrywką, więc to byłoby zbyt wielkie ryzyko dla nich. Ta dziewczyna była na prawdę wyjątkowa, pewnie dlatego chciał jej zapłacić za to, aby opowiadała te historie w jego zakonie.
- Przepraszam że się śmieję, jednak po tym wszystkim zabawne wydawało mi się usłyszenie, że znasz jakieś prawdziwe historie.
Wbrew pozorom wcale nie chciał jej urazić, mówił tylko to, co miał w tej chwili na myśli. Chyba nawet zaczynał rozumieć tych bardów, opowiadają niestworzone historie żeby jakoś wyżyć, jednak jego złość też mogła być uzasadniona, biorąc pod uwagę, że został wychowany przez swojego prawdziwego ojca, który z kolei był synem samego Vermiculusa. Mógł więc odebrać to osobiście.
- Luka. Ja rozumiem że zarabiasz na opowiadaniu ludziom bzdur, uniosłem się wcześniej nie tylko dlatego, że jestem mistrzem Ignis. Tu chodzi o coś bardziej skomplikowanego, wiem o swojej rodzinie więcej niż większość magów. Między innymi właśnie dlatego tak się uniosłem.
Odpowiedziała tak jak się spodziewał na jego podkreślenie, że "chyba że sama by tego chciała" oczywiście chodziło o seks, tyle że kobiety zmienne są, zupełnie jak i on. Dragon ogólnie był dosyć dziwny, nie raz uważało się go za niezrównoważonego, jego zachowanie głownie polegało na jego aktualnym stanie psychicznym. Jak wkurwiony... lepiej nie podchodź, a jak miał dobry dzień to był facet-złoto, czasami zmieniało się to w przeciągu chwili. Był po prostu... nietypowy.
- Spodziewałem się, że właśnie tak odpowiesz, natomiast co do opowiadanie historii u mnie w wieży... cóż, też będę przy tym obecny, chodzi tylko o to żebyś nie stawiała cienia na mój zakon, a już tym bardziej nie gadała bredni na temat mojego dziadka...
Cóż, trochę się wygadał, jednak nic nie szkodzi, może przynajmniej choć trochę zrozumie, w jakiej był sytuacji kiedy się tak zachował. Kiedy powiedziała, że może sama się za bardzo uniosła, uśmiechnął się. Nie spodziewał się takiej reakcji po tym wszystkim, tym bardziej że była taka dumna.
- Sam się uniosłem zbyt mocno, mój błąd jednak chodziło tu o moją rodzinę, dla mnie zakon jest rodziną, za każdym z moich ludzi poszedł bym w ogień. Choć może w tym przypadku zabrzmi to aż nazbyt dosłownie, to sądzę że wiesz o co mi chodzi. Nie dam skrzywdzić nikogo, kto należy do mojego zakonu. Wiedz, że jeżeli będziesz dla mnie pracować, to będziesz traktowana tak samo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Czw Sty 09, 2014 9:34 pm

Śmiał się. No pięknie, cholera jasna, jeszcze tego tylko jej brakowało do dzisiejszej listy porażek. Czy normalnym ludziom – zakładając, oczywiście, że taki przykładowy mistrz magów ognia może być całkowicie normalny – wydawało się, że bardowie plotą tylko i wyłącznie bujdy? Ci inteligentniejsi pewnie zdawali sobie z tego sprawę i z góry zakładali, że tylko niewielka część jest prawdziwa. Albo i wszystko jest bajką wymyśloną przez artystę. Tacy prostaczkowie, którym najczęściej opowiadała lub śpiewała, brali sobie jej słowa zadziwiająco trafnie do serc. Ha, jeżeli ktokolwiek kiedyś podburzy lud do rewolucji, to niechybnie będą to głupie piosenki czy wierszyki minstreli.
- Ostatecznie w każdej historii jest ziarno prawdy. Moja opowieść też była poniekąd prawdziwa. Dotyczyła magów ognia. Czy magowie ognia istnieją? – zapytała, ale tym razem ten wybuch śmiechu nie przyprawił jej o kolejną dawkę solidnego rozdrażnienia. Ot, powolutku zaczynała dopasowywać się do swojego rozmówcy i akceptować fakt, że zachowuje się właśnie w taki, a nie inny sposób.
Luka wzruszyła ramionami i usiadła prosto na swoim krześle, stawiając obie stopy na ziemi. Oparła się łokciami o stół, bawiąc się swoim kuflem.
- Rodzina to rodzina. Najlepiej, jak jest daleko – odparła zadziwiająco lekkim i beztroskim tonem, co szalenie kontrastowało z jej całą wcześniejszą postawą. – Ale nieważne, było i minęło, bajki są bajkami i takie tam.
Nie zamierzała rozmawiać o jakichkolwiek relacjach rodzinnych z kimkolwiek. Miała do tego dosyć radykalne i zimne podejście, na dodatek nie zamierzała się nim z nikim dzielić. A już na pewno nie z kimś, kto jeszcze chwilę temu groził niechybnym usunięciem z tego świata za wykonywanie swojej pracy. W zasadzie wydawało jej się dość śmieszne, że Mardon zareagował tak gwałtownie. Nikt nigdy nie traktował jej poważnie, tak do końca. No i żeby tak honorowo stawać w obronie swojej rodziny, która i tak nigdy nie była warta więcej niż funta kłaków?
Nie powstrzymała drobnego grymasu niezadowolenia, kiedy usłyszała, że on też tam będzie. Wspaniale. Będzie musiała wybitnie trzymać język za zębami, wyjątkowo pilnując swoich słów, a to jej się nie podobało ani trochę.
- Mogłam się tego spodziewać – westchnęła i pokręciła głową, jakby ubolewając nad swoją niedolą.
Duma dumą, ale żyć trzeba. Unoszenie się nią nie zapełni ani żołądka, ani sakiewki, czasami po prostu trzeba ją schować w kieszeń i na chwilę zapomnieć, że w ogóle istnieje.
Ale zamarła na chwilę i gwałtownie obróciła głowę w jego kierunku, jedno z piórek, które były wsunięte w jej włosy poleciało na podłogę. Uśmiechnęła się słodko.
- Nie potrzebuję rodziny, Mardonie – odpowiedziała przesłodzonym tonem, pierwszy raz zwracając się do niego po imieniu. Zaraz po tym uśmiech zniknął z jej twarzy i zasępiła się. – Nie wierzę w instytucję rodziny czy jakiekolwiek więzi w niej. Obejdę się. Zrobię swój i pójdę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Czw Sty 09, 2014 10:08 pm

"w każdej opowieści jest ziarno prawdy" może i było to prawdą, jednak jej argument względem tego o mało znów nie wywołał salwy śmiechu ze strony Mardona. To że magowie ognia istnieli, wiedział każdy, co jeszcze bardziej pogrążało Lukę, mógłby przełknąć opowieści o magach, jeśli nie dotyczyłoby to najbliższej rodziny Mardona, są "kłamstwa" i kłamstwa i choć każdy rodzaj kłamstwa na swój sposób był zły, to niektórych można słuchać.
Magowie ognia istnieją, a ja jestem tego najlepszym przykładem, jednak nie chodzi o to. Możesz rozpowiadać o magach ognia, dopóki nie tyczy się to mojej najbliższej rodziny. No i jeszcze bym to przełknął, jeśli byłoby to w kontekście dowcipu, jednak dla mnie tamto co mówiłaś do śmiesznych nie należało.
Zmienił podejście do niej, więc w tym wypadku szczerze się do niej uśmiechnął. Zaskoczyło go, jej surowe podejście względem rodziny. Jak to najlepiej aby była daleko? Cały zakon był jego rodziną i wolałby mieć ich bliżej jak dalej, za swoich ludzi mógłby oddać życie, zupełnie tak samo jak zrobił to jego ojciec, tak go wychowano.
- Osobiście nie zgodzę z twoim zdaniem względem rodziny, no ale to już twoja sprawa, w którą zagłębiać się nie zamierzam. A co do bajek, już ci powiedziałem zdanie na ten temat.
Cały czas się uśmiechał, nie widział w końcu powodu, aby tego nie robić. Zresztą każdy miał swoje sekrety, gusty i takie tam, nie miał zamiaru wchodzić w nie głębiej. Nie zwrócił większej uwagi na tekst, że mogła się tego spodziewać, to dosyć oczywiste. Nie miał zamiary być tam obecny w celu jej kontrolowania, bo jeżeli zaczęłaby przesadzać to i tak na pewno ktoś by mu powiedział o tym, o czym akurat rozpowiadała. Miał zamiar po prostu posłuchać tych jej niestworzonych opowieści, nic więcej. Zdziwił się natomiast kiedy Luka powiedziała, że nie potrzebuje rodziny. Wcale nie miał zamiary kryć swojego zdziwienia, faktem było, że każdy potrzebuje trochę nieco samotności, no ale żeby zaraz nie potrzebować rodziny? To przesada.
- Każdy potrzebuje rodziny... prędzej czy później. Tu nie chodzi o samą ochronę, miłość, bycie dla kogoś, no nie wiem... cokolwiek. Rodzina jest potrzebna, daję wsparcie i poczucie bycia w jakimś stopniu kochanym. Nie wiem jak to u ciebie wyglądało, być może było inaczej dlatego inaczej to traktujesz, to nieważne. Ja mówię jak to wygląda u nas i mniej więcej u mnie, pomijając fakt że nie miałem matki, lecz to również nie jest ważne. Przykro mi, że w ten sposób podchodzisz do pojęcia rodziny.
Faktycznie poniekąd było mu przykro, rodzina jest cudowną rzeczą, jednak trzeba do niej podejść też z pewnym dystansem. No ale skoro ona tak to widziała, to do niczego jej zmusić nie może.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 10, 2014 8:48 pm

Argh, a ten co tak się szczerzył idiotycznie do świata? To-to działało Luce wręcz wybitnie na nerwy, choć nie dawała tego po sobie poznać. Jeżeli uważał, że tym psychodelicznym uśmiechem ją do siebie przekona, to się pomylił. Gruuuubo pomylił. Póki co zamierzała zachowywać bardzo zdrowy dystans, a już najlepiej taki pracodawca-pracownik. Ha, wtedy to już w ogóle byłoby przeidealnie i w ogóle, ale szczerze wątpiła, by tak to wyszło na dłuższą metę.
- To wciąż tylko bajka – skwitowała krótko, wzruszając ramionami.
Jezu, bronił tej swojej „rodziny”, jakby była sobie nie wiadomo kim. A tam i tak zawsze szło o zysk. Ludzie chcieli mieć dzieci. Jeśli rodzili się synowie – dodatkowe ręce do roboty, jeśli córki – to były sprzedawane jak krowy na rynku temu, kto zaoferuje za nie najlepszą cenę. Dzieci miały by zabezpieczeniem na starość, niczym więcej. Więzi rodzicielskie? TO dopiero była prawdziwa bajka, nieporównywalna do niczego innego.
- Ty masz swoje zdanie, ja mam swoje. Ty masz powód, by rodzinę cenić i szanować, a ja nie i na tym polu do porozumienia nie dojdziemy – odpowiedziała, w sumie już bez wrogości. Poważnie. Jakby rozmawiała sobie z jakąś kompletnie przypadkową osobą. Nie zamierzała jakoś opowiadać o tym, że jej największym nieszczęściem w życiu było to, że nie urodziła się chłopcem. Nie chciała również wnikać w nic głębiej, to miała być zdrowa relacja czysto zawodowa. – Rodzina dla mnie to tylko zawalanie siebie problemami. I czasami zabezpieczenie finansowe. Ani mi w głowie wychodzić za mąż, czy takową zakładać. Nigdy – dodała jeszcze, absolutnie przekonana co do swoich racji. Z nikim się nigdy jakoś… przesadnie nie wiązała, nie miała do tego najmniejszego powodu nawet, a jeśli ktoś tylko o tym napomknął, to Luka brała nogi za pas. I koniec zabawy. Nagabywanie do małżeństwa w czasach, nim jeszcze uciekła ze swojego domu, jednak swoje zrobiły. Teraz na samą myśl o tym brała ją złość po prostu i obejmowała bardzo czule panika.
- Jak w ogóle działa ten wasz głupi zakon? – wyrwało jej się pytanie, nim zdążyłaby ugryźć się w język i je powstrzymać. W gruncie rzeczy była ciekawa takich historyjek (wiadomo, nowe materiały do bajek i ballad, hoho), dlatego teraz wbiła w Mardona zaciekawione spojrzenie, choć usilnie starała się tę ciekawość ukryć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Pią Sty 10, 2014 9:13 pm

Bajki... jedyne bajki jakie znał to historia, zaklęcia, magia i szkolenie, więc na dobrą sprawę to nawet bajki nie były, a zwykła realność. No ale co kto woli, ona była bardem z tych swoich bajek się utrzymywała.
- To co w twoim pojęciu oznaczają bajki, dla mnie są realnością, a dlaczego? Ponieważ nie znam bajek, wszystko to co znam i tak jak wyglądało moje wychowanie opiera się na historii Ignis, zaklęciach ognia, magii i różnorakich szkoleniach w tym temacie, takie były moje realia.
Przeczesał dłonią włosy i zamówił po kolejnym piwie, po czym ukręcił sobie kolejnego papierosa. Tym razem nie chciało już mu się używać krzesiwa, wyciągnął palec wskazujący w górę, a chwilę po tym z tego palca wystrzelił płomień, którym odpalił sobie papierosa. Wysłuchał co ma do powiedzenia na temat rodziny, po czym odpowiedział.
- Tak samo jak nie dojdziemy do porozumienia względem bajek. Tak to już wygląda, ludzie czasami nie mogą dojść do porozumienia w pewnych sprawach, sztuką jest znaleźć temat, w którym znajdą wspólny język.
Odgarnął kilka włosów z czoła, ponieważ przez swoje długie włosy czasami opadały mu one na oczy. Luka chciała się dowiedzieć czegoś o jego zakonie. Wszystko spoko, jednak użyła słowa "głupi" i cała ta sytuacja była spowodowana właśnie jej bajkami. Uniósł jedną brew, po czym odpowiedział.
- Wiesz co? Jakoś nie jestem ku temu przekonany. Po pierwsze, jak zwykle nie potrafisz ugryźć się w język. Po drugie, nie mam zamiaru dawać ci powodów do kolejnego oczerniania zakonu Ignis. Tak to niestety na chwilę obecną wygląda. Ty nie ufasz mi, więc ja nie mam zamiaru zaufać tobie. Prosta logika.
Upił łyk piwa które przyniosła barmanka i patrzył Lucę prosto w oczy. Wzrok miał spokojny i wręcz przeszywający.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Luka
Bard


Liczba postów : 36
Join date : 02/01/2014

PisanieTemat: Re: Karczma    Nie Sty 12, 2014 8:52 pm

Luka uniosła nieco brwi, kiedy usłyszała o tym, że on nie zna żadnych bajek. Dało się tak? Nawet ona, kiedy była dzieckiem, nasłuchała się och od groma. Później również. Z czasem sama zaczęła je wymyślać, albo modyfikować te już znane. Ale żeby tak… w ogóle? Nawet jeżeli magia była czymś codziennym, to taka rzeczywistość bez tych baśni wydawała się dość sucha, nudna.
- Nigdy nie opowiadali ci bajek? – zapytała z lekkim zdumieniem w głosie. – Historia historią, czasami trzeba się na chwilę oderwać od sztywnych ram rzeczywistości. Magia jest powszechna, mało kto chce już o niej słuchać.
Zerknęła z ukosa na to, jak odpalił sobie papierosa. Palcem. I ostentacyjnie przewróciła oczyma, nie mogąc powstrzymać jednak delikatnego śmiechu.
- Szpaner – westchnęła z wielce udawanym żalem. Pewnie gdyby była magiem również używałaby tej bajeranckiej mocy do takich prostych rzeczy. Bo czemu niby nie? Ale że magiem żadnym nie była… to coś takiego wydawało jej się marnotrawieniem magii. O ile dało się ją jakoś trwonić, ostatecznie nie miała za bardzo pojęcia o istnieniu takiego czegoś jak „mana”.
- Ale jak do dziecka to do mnie mówić nie musisz, poważnie – odpowiedziała, całkowicie już porzucając swój wrogi ton. Nie ma po co. Może go sobie nie lubić, ale wcale nie musi się z tym afiszować. Jeszcze czerpałby z tego jakąś niezdrową satysfakcję czy coś, a ona do tego dopuścić nie zamierzała. E-e.
Wydęła znowu usta i wzruszyła ramionami. Może gdyby nie użyła słowa „głupi”, to by powiedział? A mniejsza. Z czasem i tak się dowie, jak nie od niego to od kogoś innego. Mało to jest magów? Zbyt wielu. Zdecydowanie.
- Nigdy nie umiem. Dlatego jestem zadziwiająco szczerym rozmówcą, najpierw mówię, później myślę – odpowiedziała i uśmiechnęła się z przekąsem. – A kiedyś na to pójdziesz. Zobaczysz.
Sięgnęła po swój kufel i ukryła się za nim częściowo, że zza naczynia wyglądały tyko oczy. Nie spuściła wzroku, uparcie wpatrując się w Mardonowe ślepia bez cienia wstydu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dragon
Mistrz Ignis


Funkcje : Główny Administrator
Liczba postów : 137
Join date : 13/11/2013

PisanieTemat: Re: Karczma    Nie Sty 12, 2014 11:35 pm

W zasadzie to tak właśnie było, nikt mu nigdy bajek nie opowiadał, a Dragon nawet nie chciał raczej ich słuchać, dla niego nie było czegoś takiego. Skupił się całkowicie na magii i jej udoskonalaniu, nie żałował wcale że tak było, on sam wybrał takie życie.
- Ja całkowicie zagłębiłem się w udoskonalaniu sztuki magicznej, wolałem historie, zaklęcia, ewentualnie ćwiczenia siłowe. Nie interesowały mnie jakieś bajki, szukałem wiedzy która może być dla mnie praktyczna. To dlatego teraz jestem tym, kim jestem, dlatego mam taką siłę, oraz to właśnie dlatego potrafię też mistrzowsko posługiwać się standardowym mieczem.
Na swój sposób, w czasach kiedy jeszcze był dzieciakiem to wychodził na prymusa. Miał dobre stopnie, dużą wiedzę, umiejętności, a w wolnym czasie ćwiczył siłowo, oraz walkę mieczem. Dlatego potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Uśmiechnął się delikatnie kiedy usłyszał, że jest szpanerem. Może faktycznie celowo użył magii aby odpalić papierosa, ale nie zrobił tego w tym celu, aby się chwalić.
- Nie szpanerstwo, bardziej lenistwo. Nie chciało mi się sięgać po krzesiwo. Ktoś nawet kiedyś mnie spytał, po co mi krzesiwo skoro jestem magiem ognia. Odpowiedziałem więc: Po to aby bezsensownie nie tracić many na jakieś tanie sztuczki.
Teraz mógł sobie na to pozwolić, ponieważ miał jeszcze całkiem spory zapas, a nie sądził żeby w najbliższym czasie musiał ponownie używać magii.
- Ależ ja nie miałem zamiaru mówić do ciebie jak do dziecka. Źle to po prostu zabrzmiało, no ale wiadomo o co chodzi.
Bo jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze, a właśnie pieniądze. Musiał pamiętać, aby przed wyjściem zapłacić barmance. Czy już to zrobił? Nie, chyba nie. O mało się nie zakrztusił piwem, kiedy usłyszał że Luka jest "zadziwiająco szczerym rozmówcą". Och, nie śmiał się temu sprzeciwiać... dopóki oczywiście nie zaczyna swoich bajek, wtedy łże jak najęta.
- Nie śmiem w to wątpić, jednakże twój niewyparzony język, tak jak już ci wcześniej powiedziałem... może cię kiedyś wkopać do grobu. Hej, wiesz co? Właśnie wymyśliłem jaką śmierć mógłbym komuś zgotować i nie martw się, póki co to nie chodzi tutaj o ciebie.
Zastanowił się chwilę. Mogło to zabrzmieć jak kolejna groźba, użył słowa "póki co", jednak wcale nie bez powodu. Jeżeli znowu zacznie przesadzać i wyprowadzi go z równowagi tak konkretnie to już nie będzie zmiłuj. Ten jej występek z bajkami to w zasadzie bzdura, gdyby znowu wyszła taka sytuacja, że byłby świadkiem takiego gadania, to wtedy postąpiłby w zależności od nastroju. Mimo wszystko raczej by jej nie zabił. Dragon mógłby naprawdę kogoś zabić w przypadku, gdy ktoś by skrzywdził kogoś z jego zakonu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ariolandi.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Karczma    Today at 2:16 am

Powrót do góry Go down
 
Karczma
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ariolandi ::  :: -
Skocz do: